Sprawozdanie

Na „końcu świata”, choć rodowici mieszkańcy nie lubią tego określenia, w Masiewie k. Hajnówki, tuż przy Białowieskim Parku Narodowym znajduje się drewniana chatka. I to nie jedna. Lecz ja zatrzymam się właśnie przy tej jednej, znajomej mi.

Stara drewniana chałupa, odnowiona i z zewnatrz i w wewnątrz, z charakterystycznymi dla regionu zdobieniami i z okiennicami. Wokół rosną odporne na mroźne zimy różne kwiaty, pnącza, krzewy owocowe i grusza... Za chatką znajdują się zabudowania gospodarcze i stary sad z zapomnianymi odmianami jabłoni.
A jeszcze dalej jest ogrodzona około 2-hektarowa łąka, na której czasami w ciągu dnia pasą się hucuły – Kaduk – ogier, Nirwana – klacz, Lutniak – wałach, Niger – wałach, Nimbus – młody ogier i Narewka – klaczka.
Dlaczego tylko czasami?
Alicja i Andrzej, właściciele gospodarstwa agroturystycznego „Tarpan”, posiadają jeszcze jeden kawałek łąk dla hucułów - ok. 10 ha ogrodzonej ziemi, ze stawem dla żab i źródłem wody pitnej dla koni i drugim stawem z rybami (część ze stawem rybnym jest dzierżawiona od sąsiada). I na tej łące konie spędzają większą część dnia. Tutaj też zimą konie dostają siano do paśnika, a do żłobu trochę owsa z dodatkiem kredy i witamin. A jak nadchodzą ciepłe dni i już owoce zarumienią się na drzewach to i jabłka i gruszki znajdą się dla koni.

Podczas mojego pobytu zbudowaliśmy lonżę i ułożyliśmy kilka przeszkód ze „Ścieżki huculskiej” (wąska ścieżka, kłody, slalom). Sześć razy w tygodniu lonżowałam konie (Lutniak i Niger). Przez miesiąc wspólnej pracy po pierwsze zapoznaliśmy się (ja poznałam trochę ich charakter), uczyliśmy się chodzić w stępie, kłusie i prawidłowo zagalopować (dotyczy Lutniaka, Niger jeszcze sobie nie radził), przećwiczyliśmy zwrot na przodzie. Z Nimbusem uczyłam się chodzić w ręku na lince i spokojnie stać przy barierce. Praca z końmi Alicji i Andrzeja była przyjemna. Zaskoczył mnie niespotykany spokój podczas siodłania, czyszczenia. Jedynie Kaduk czasem sprawiał kłopoty przy wsiadaniu.
Kilkakrotnie pojechaliśmy na wspólna konną wycieczkę po pobliskich lasach i łąkach. Jeździliśmy „Wokół uroczyska Głuszec”, trochę „Wilczym szlakiem”, a oprócz tego lokalnymi drogami wokół wsi Masiewo I i II i drogami leśnymi Nadleśnictwa Browsk, które nie mają własnych nazw.

02 październik 2002

Wstecz