|
Sprawozdanie Na „końcu świata”, choć rodowici mieszkańcy nie lubią tego określenia, w Masiewie k. Hajnówki, tuż przy Białowieskim Parku Narodowym znajduje się drewniana chatka. I to nie jedna. Lecz ja zatrzymam się właśnie przy tej jednej, znajomej mi.
Stara drewniana chałupa, odnowiona i z zewnatrz i w wewnątrz, z charakterystycznymi dla regionu zdobieniami i z okiennicami. Wokół rosną odporne na mroźne zimy różne kwiaty, pnącza, krzewy owocowe i grusza...
Za chatką znajdują się zabudowania gospodarcze i stary sad z zapomnianymi odmianami jabłoni.
Podczas mojego pobytu zbudowaliśmy lonżę i ułożyliśmy kilka przeszkód ze „Ścieżki huculskiej” (wąska ścieżka, kłody, slalom).
Sześć razy w tygodniu lonżowałam konie (Lutniak i Niger). Przez miesiąc wspólnej pracy po pierwsze zapoznaliśmy się (ja poznałam trochę ich charakter), uczyliśmy się chodzić w stępie, kłusie i prawidłowo zagalopować (dotyczy Lutniaka, Niger jeszcze sobie nie radził), przećwiczyliśmy zwrot na przodzie.
Z Nimbusem uczyłam się chodzić w ręku na lince i spokojnie stać przy barierce.
Praca z końmi Alicji i Andrzeja była przyjemna. Zaskoczył mnie niespotykany spokój podczas siodłania, czyszczenia. Jedynie Kaduk czasem sprawiał kłopoty przy wsiadaniu. 02 październik 2002 |